O mnie

Marcin Trzciński

Uwielbiam fotografować. Uzyskanie dobrego zdjęcia daje mi naprawdę sporo satysfakcji. Ale nawet jeśli się nie uda uchwycić w danym dniu dobrego, wartego publikacji kadru, to sam proces tworzenia obrazów już jest przyjemnością.

Fotografować zacząłem mając 9 lat, otrzymanym od Rodziców aparatem Ami 66. Jeszcze nie do końca rozumiałem kwestię czasu i przysłony, o czułości filmu nie wspominając, tak więc zakres regulacji parametrów ekspozycji w zakresie „słońce” i „chmurki” był dla mnie w sam raz. Zastąpienie Ami przez nowszą konstrukcję – rosyjski aparat Smiena Symbol stanowiło już krok do przodu. Ale prawdziwy rozwój nastąpił w latach licealnych, gdzie nie dość że mieliśmy zamiast plastyki fotografię, to jeszcze w klasie miałem dwóch kolegów – maniaków fotografii. Po znalezieniu w domowym pawlaczu powiększalnika i kuwet, dokupieniu koreksu i maskownicy mogliśmy więc dokonać agresji na łazienkę i rozpocząć zabawę w fotografię z prawdziwego zdarzenia.

Wraz z rozwojem fotograficznym rozwijałem się i sprzętowo. Zabranego Tacie Kieva zastąpi po pewnym czasie Zenit 3M, następnie Zenit 12XP, by na początku lat ’90 zostać wypartymi przez Canona Eos 1000F! Ależ to była maszyna. Powoli rosła też kolekcja obiektywów. Przełomem w mojej fotografii okazał się rok 1995, gdy w czasie wyprawy do Australii nie tylko zrobiłem swoje pierwsze okładkowe zdjęcie (choć wtedy o tym jeszcze nie wiedziałem) dla magazynu Poznaj Świat, ale i łyknąłem bakcyla nurkowania. Bardzo szybko połączyłem fotografię ze schodzeniem pod wodę, a od 2004 roku stało się to nie tylko hobby, ale i pracą.

W międzyczasie rosła ilość publikacji, do Poznaj Świat dołączyły: Magazyn Nurkowanie, Off Road 4×4, Foto, Fotografia & Aparaty Cyfrowe, Digital Vision, Fotografia Cyfrowa, Pozytyw, Militaria, Aero, Viva, Świat&Ludzie itd. Również zacząłem publikować za granicą: Diver (Wielka Brytania), Dyk (Dania), Octopus (Rosja).

Choć obecnie bardzo mocno związany jestem z fotografią podwodną, to jednak w wolnych chwilach staram się nie zaniedbywać i tej powierzchniowej. A obok fotografowania bawienia się nowymi konstrukcjami aparatów i obiektywów. Lubię „przymierzyć się” do nowych rozwiązań, jakie serwują nam producenci. Stąd też i pomysł na mocno subiektywna rubrykę „testy” na niniejszej stronie.